Pokolenie Ikea
RSS
poniedziałek, 30 stycznia 2012
Spodnie

- Cześć Marian.

- Cześć chłopaki.

- Jak żyjesz?

- W porządku??? - Marian spojrzał z rosnącym zdziwieniem. Delegacja popatrzyła na siebie porozumiewawczo kiwając głowami.

Podupadły, ale i rozświetlony światłem ciągniętego romansu Marian wyglądał trochę jak postać z Lautreca. Zresztą siedział w szaliku.

W końcu, podejrzliwie zmierzywszy wszystkich okiem zirytował się:

- Wy tak bez powodu, czy w jakimś celu ciężko pracującemu człowiekowi dupę zawracacie?

Gustaw z chivasem w ręku wyszedł przed szereg:

- Chcemy koledze złożyć serdeczne gratulacje z okazji przeprowadzonych manewrów podjazdowych do koleżanki M.

Marian się spłonił jak dziewica na widok męskiego pitola.

- Kolega się nie kryguje, wiemy to i owo.

- Tak, tak widać, że kolega odżył.

- Druga wiosna koledze służy.

Marian odruchowo wstał. Zadziałała kindersztuba i pamięć komórkowa o szerokim oficerskim pasie, którym jego ojciec prowadził działalność edukacyjno - wychowawczą.

 Popatrzyliśmy na niego.

Cos ewidentnie nam nie pasowało.

Gustaw  zaszedł Mariana z tyłu a jego wzrok skoncentrował się nagle na jego dupie

Skórzane, czarne, obcisłe spodnie.

Szczęki nam solidarnie opadły.

JO wyraził to co myślała grupa:

- Marian, ale ty masz długiego chuja, a te spodnie to ci się opinają, że hej.

Tagi: Gustaw konsorcjum kopro Marian wielkie JO
12:26, pokolenieikea
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 29 stycznia 2012
Po północy

Krzysztof wrócił do domu późno i zjebany jak pies. Czuł się jakby go najpierw obrzygał pluton zombi, następnie obsrał latający oddział brajtszwanców i na koniec szyderczo olał oddział szpiców miniaturowych.

Co za dzień kurwa, udręczony westchnął. - Żeby im wszystkim jądra popękały - rzucił mentalną klątwę na męską część zespołu.

Sięgnął do zamrażarki po Żelazne Zapasy Mamusi. Min. leżały na dnie nieśmiertelne kopytka, które zawsze dostawał podczas rzadkich wizyt w domu.

Niektóre pakunki gniły w zamrażarce jakieś półtora roku. Szkoda mu było wyrzucić, do zrobienia porządków się standardowo nie kwapił, a poza tym słyszał, że zamrażarka nie może być pusta, bo to się źle na zużyciu energii odbija.

Skoro nie pusta, to pełna. W zasadzie ledwo się domykała. W zasadzie to jęzor lodowca powoli spływał z górnej szuflady na dolną.

Znowu westchnął - kurwa, cały świat i maszyny przeciwko.

Co za chujowy dzień.

Tydzień.

Miesiąc??

Życie??? 

Wyszarpnął ostatnią szufladę i z trudem oderwał zmrożony worek kopytek.

Powlókł do pokoju, zaległ na kanapie, położył worek  na przegrzane czoło.

System powoli się stabilizował.

Włączył pilotem muzykę z wieży.

Wytrzymał 30 sekund.

Wyłączył.

Głowa ciążyła, ręce ciążyły, nogi ciążyły, ciało leżało.

Kąpiel – pomyślał. – Kąpiel mnie uratuje.

Poszedł do łazienki.Przygotował kąpiel. Zrzucił ubranie, gatki, w skarpetkach wszedł do wanny.

No co. Od razu przecież przepierze. Poczytał chwilę komentarz do ustawy o vat. Odłożył książkę, kiedy omal się od niej nie spawiował. Momentalnie powrócił ból głowy.

- Skończyłem się? Dostałem alergii na literaturę prawniczą? – pomyślał. - Chociaż z drugiej strony ustawę o vat ciężko traktować w kategoriach literatury prawniczej, a bardziej dzieł Lenina – rozważył. – Może więc nie jestetm taki ostatni?

Od kiedy miał w tej pieprzonej wannie potworny koszmar kąpał się tu dość pospiesznie I raczej nie przebywał zbyt długo.

Toksyczna farba?

A może to jakiś ukryty grzyb???

Kiedy opowiadał swój sen w pracy Wielkie JO rechotał tak, że aż się trzymał za brzuch, Gustaw stuknął się w głowę a Czarny wręczył mu pięć torebek melisy i pudło Kalmsu. Świnia.

Co mi tam pomyślał, i zgasił światło. Zaległy ciemności.

Zegarek tykał i dawał jedyny, nikły, fluorescencyjny poblask. 23.40.

Cyk, cyk, cyk.

Nagle coś cichutko spadło mu na głowę.

Wydarł ryj i zapalił światło. Zza ściany usłyszał ryk "Mooorrrrrrddda!!"

Popatrzył co go napadło i mu ulżyło. 

Skarpeta z suszarki, hehe.

Chyba musi zacząć brać jakieś środki na nerwy. Walerianę albo coś. Albo do matki zadzwoni, ona mu powie co najlepiej. Odprężony zgasił światło i położył się w ciepłej wodzie.

Popluskał łapami, dolał gorącej wody.

Przed oczami kreowały się różne kształty. Mózg nie mogąc prawidłowo odczytać za pomocą oczu obrazu stroił psoty.

Oczy zaczeły mu się zamykać. Poczuł, że przysypia. Błogość.

Nagle szarpnął głową.

Coś nie grało.

Tętno skoczyło.

Nie mógł się ruszyć.

Yyyy?? Lewa noga na lewej burcie wanny, prawa na prawej?

Rozkraczony jak do wbicia na pal?

Mrok rozjarzyła zielona poświata. 

Krzysztof obserwował tępo. 

Widział wannę, półeczkę nad wanną, wszystkie kosmetyki. Rzeczy wiszące na suszarce nad nim, wyglądały jak ciemne noże.

Wąż prysznicowy podniósł głowę i zsunął się z kranu. Oczywiście węże prysznicowe normalnie leżą tam gdzie są odkładane,

Tyle, że to nie był wąż, to był... boa?????!!!!

Ale co do kurwy nędzy boa robi w kiblu? Rurami przypłynął? Boa patrzył hipnotyzującą, po czym spokojnie zanurzył się do wody.

Krzysztof zdążył jeszcze pomyśleć, byle z daleka od zwieraczy, jestem dziewicą!

Jak to będzie bez jajek? – zawył rozpaczliwie.

Ocknął się gwałtownie.

Wdech-wydech-wdech-wydech.

Złapał z siłą za penisa.

Penigra, wszystko na swoim miejscu.

Zapalił szybko światło.

Łazienka wyglądała jak zawsze, wąż wisiał tam gdzie zawsze.

Spojrzał na zegarek.

12.00

- To mieszkanie jest chyba przeklęte - przyszło mu nagle do głowy.


Tagi: konsorcjum kopro Krzysztof Niespokojne sny Krzysztofa
00:44, pokolenieikea
Link Komentarze (8) »
piątek, 27 stycznia 2012
Marlenka

Miejsce: biuro. 

Marlenka trzyma w dłoni telefon i rozmawia z mężem. Reszta zespołu leniwie drzemie albo udaje, że pracuje. W rzeczywistości wrednie podsłuchuje. 

Marlenka: - Cześć

Mąż: - ....... (cześć)

- Nastawisz pranie?

- ....... (jakie pranie? jestem zajęty, co zrobisz dziś na obiad?)

- Obiad? Chyba będę musiała zostać dłużej.

- ...... (To nie będzie obiadu? A co ja mam zjeść?)

- I co? Może jeszcze laskę mam ci zrobić?? Urlop masz człowieku, zrób coś dla mnie raz w życiu!!

- ...... (nie przesadzaj, dobrze?)

- Ja przesadzam? Jestem wykończona.

- ..... (po czym? Siedzisz przecież cały dzień w robocie za biurkiem, zresztą jestem zajęty)

- Czym?

-....(wieloma rzeczami. Z X się umówiłem. Mam mu pomóc w przeniesieniu szafy).

- I cały dzień będziesz tę szafę przenosił?  

-.... ( Nie ale nie wiem o której zadzwoni więc nie mogę iść na zakupy).

- To może  z kranem zrób porządek, bo przecieka od 3 miesięcy. obiecałeś mi, że... 

- .... (obiecałem to przecież zrobię, no nie, ale teraz ugrzązłem a poza tym to trzeba jechać do Praktikera kupić uszczelkę )

- Obiecałeś!!

- ...... (nie mów do mnie takim tonem!)

- Będę mówiła jakim będę chciała!

- ...... (Lenka, uspokój się, bo się rozzłoszczę, chyba nie chcesz...)

- Jesteś do niczego, w łóżku do niczego, w życiu do niczego,  związałam się z nieudacznikiem!!!!!

- ...(Masz PMS-a?)

- NIE!!!!!


Tagi: konsorcjum kopro Marlenka
13:13, pokolenieikea
Link Komentarze (9) »
czwartek, 26 stycznia 2012
Świat jest mały

- Co tam?

- Właśnie przeczytałem że facet Dody ma 25 cm fujarę.

- A poza twoją ukrytą opcją gejowską?

- To nic. Aaaaa Sebastian ju noł ten z windykacji się ze swoją kobietą rozstał.

- Ile byli ze sobą?

- 10 lat. Ewa w listopadzie go zmusiła do oświadczyn. Nawet pierścionek sobie kupiła, czujesz? Zabrał jedną torbę i wyszedł. Zostawił jej mieszkanie i samochód.

- Mój ojciec zawsze tak robił ze swoimi eks. Znaczy się zostawiał im wszystko co miał i wychodzi tylko w skarpetkach. I co Sebastian ma już nową dziewczynę??

- Oczywiście. Tydzień później zaczęli się spotykać. Skąd wiedziałaś?

- {wstawić prych Olgi pełen pogardy)

- Ale nie to jest najlepsze. Sebastian rozmawia ze swoją nową laską Marią o poprzednich związkach. Ona też kilka miesięcy temu rozstała się ze swoim facetem. Gadają, gadają i okazuje się że ich eksy znają się nawzajem! Lepiej, Ewka będąc ze nim spotkała na imprezie chłopaka Marii z którym ona wtedy była! Rwała go na potęgę. Później wysyłała mu mesgi na Fejsie żeby się umówili. Czujesz bluesa??? Nieźle co?

- Świat jest mały. A skąd ta Maria o tym wiedziała?

- Normalnie, miała jego hasło do Fejsa. Gdybym to w telewizji zobaczył to bym nie uwierzył!

- Nie lubię takich facetów.

- Sebastiana czy tego drugiego?

- Obaj sa do kitu. Jeden dziesięć lat laskę woził, rozstał się z nią i trzy dni później jest już z kolejną. Zbieg okoliczności tak???

- Oczywiście że tak! Po prostu czuł się nieszczęśliwy w związku  więc podjął jedyną słuszną decyzję. A że długo o tym myślał? No, cóż faceci długo myślą.  

- Jasssne. A drugi totalnym zbiegiem okoliczności spotkał na imprezie jakąś laskę, która rzuciła się na niego, niemal rozebrała i zaczęła go dręczyć erotycznymi mesgami. Bidulek.   

- Powiedz mi maj dir jak to jest kiedy facet zdradza kobietę to niezależnie od okoliczności jest skończonym chujem, a kiedy laska to robi to zawsze ma do tego jakiś powód hę???

Tagi: kopro olga
12:27, pokolenieikea
Link Komentarze (6) »
środa, 25 stycznia 2012
Śledztwo

- Lucek, chodź no na chwilę - wybuczało naręcze akt na dwóch nogach.

- Kto? Ja? - zatrzymał się wpół kroku zdumiony Jurek.

- No ty, nikogo na moim szlaku innego przecież nie ma - naręcze wydawało się niecierpliwić. Kiwało nerwowo pulchniutkim palcem.

- Ja nie jestem Lucek tylko Jurek.

- Ło-ever. Chodź pomożesz mi - sapnął JO - chyba przedobrzyłem.

- Mógł Pan wózek zabrać.

- Nie pan tylko JO... wielki JO... Ten Wielki JO... - zaakcentował JO posapując - i nie wierzę w wózki. To dobre dla zdechlaków.

Jurek wahał się. A, niech tam. Pomoże zapasionemu. Będzie miał dobry uczynek na dzisiaj załatwiony.

Pobrał połowę sterty z rąk JO.

Kiedy tak sobie dreptali korytarzem, Jurek pomyślał, że trzeba korzystać z okazji.

- JO?

- Tak?

- W waszym dziale pracuje taka dziewczyna... Chciałbym ją.... No... Jak jej tam?

- Marlenka? Z wielkim cycem? Zajęta.

- Nie. Nie ta.

- Justynka?

- A jak wygląda? - z udanym wahaniem zapytał Jurek.

- Blondyneczka taka, mniam cielęcinka.

- Też nie ta.

- Sory młody, więcej dziewczyn nie kojarzę. Może o Krzysztofa ci chodzi? - JO wyglądał zupełnie poważnie (a poza tym wcale nie skłamał bo Olga to mentalny facet).

- To męskie imię - Jurek na żartach się nie wyznawał kompletnie - przecież to chłopak, o dziewczyny pytałem.

- A nie wiem, jakoś tak nie mam przekonania. Ty też jesteś nie do końca męski - JO popatrzył sceptycznie - cherlawy jakiś, żylasty. Musisz zacząć odwiedzać makdonalda.

Jurek z niesmakiem pomyślał, że na diecie JO dość szybko przestałby widzieć w pozycji pionowej swojego Hermana, z którego był dumny. Nie chciał tracić z Hermanem bezpośredniego, osobistego kontaktu wzrokowego (rozmowy poprzez lustro to jednak nie to samo).

- A skąd tyś się tu u nas wziął Jureczku, hę?

- Aaaaaa, tak się wziąłem, w HR pracuję, wiesz?

- No tak jakoś mi się kojarzyło, mam raczej dobrą pamięć.

- Całkiem fajna robota. Jestem HR Manager Recruitment - development - Jurka pierś błyszczała kolorową zorzą dumy.

- No to musi być zajebiście... To w HR pracujesz i nie znasz obsady naszego działu? - zdziwił się teatralnie JO.

- Krótko pracuję tutaj - zmieszał się Jurek - Jeszcze nie...

- A co studiowałeś?

- Jak to co ekonomię na SGH -u! Teraz robię MBA - pochwalił się Jurek.

- A skąd się Lucuś tutaj wziąłeś na takim odpowiedzialnym stanowisku ha? Bo w twoim wieku to ty jeszcze HR Business Partner powinieneś być.

- Jestem bardzo zdolny - wyznał bezczelnie Jurek.

Wielkie JO za długo po tym świecie chodził aby uwierzyć w tak oczywistą blagę. Owszem bywali 27 latkowie, którzy byli całkiem bystrzy. Ba, niektórzy byli nawet na tyle kumaci, że po dwudniowym szkoleniu potrafili zapamiętać że JO kawy nie słodzi.  Ale ich umiejętności zawodowe kończyły się dokładnie w tym momencie. No może jeszcze jeśli chodzi o kobiety w noszeniu obcisłych sukienek z dużym rozcięciem co podnosiło morale w załodze. Ale tu? Coś w oczywisty sposób śmierdziało.

JO postanowił przeprowadzić śledztwo. No małe dochodzenie.

Tagi: Jurek konsorcjum kopro wielkie JO
13:12, pokolenieikea
Link Komentarze (4) »
wtorek, 24 stycznia 2012
Parking

- Czarny do gabinetu!!

- Co tam stary dzwońcu?

- Gdzie masz garnitur? - zdziwił się Gustaw.

- W domu. Do sądu dzisiaj nie idę. Będę codziennie chodził w garniturze jak mi będziecie płacić powyżej 20 tys. miesięcznie.

Gustaw z wyraźną satysfakcją poprawił swoją marynarkę.

- Co tam?

- Mam dla ciebie potężnego newsa.

- Wiesz już czy będą zwolnienia? - zainteresowałem się mocno.

- Nie, nie o tym.

- A będą? 

- Oficjalnie ci odpowiem, że firma panuje nad sytuacja i w obliczu tego trudnego czasu zastanawiamy się jak stawić czoła wyzwaniom.

- A nieoficjalnie?

- To ciągle nie wiadomo.

- Aha. A ten news?

- Nasz przyjaciel Marian, nasze słonko najdroższe, przełamał w końcu kompleks rozlazłej pizdy. Napijesz się?

- A co masz?

- Ten płyn do czyszczenia szyb w samochodzie, którzy przywozi JO od swojego ojca.

- To dzięki ale nie.

- A ja się napiję. Jakoś ten brak słońca mnie wykańcza - Gustaw nalał sobie od serca. - Szczęka ci opadnie. UWAGA: Marian lizał się w ubiegłym tygodniu z Marlenką. I to dwa razy. Tak ją do samochodu przyparł, że prawie drzwi wgnietli.

- Skąd wiesz!???

- Z nagrań z monitoringu z parkingu. Zadzwonił do mnie szef ochrony. Nie to jest jednak najlepsze. Wyobraź sobie, że teraz muszę odbyć rozmowę wychowawczą.

- To już facet nie może dorosłej babie ręki pod spódnicę??

- Właśnie nie. Powiem więcej muszę teraz wypytać Marlenkę czy nie czuje się molestowana seksualnie.

- O kurwa.

- Ty to powiedziałeś.

 

Tagi: Gustaw Marian Marlenka
12:22, pokolenieikea
Link Komentarze (18) »
poniedziałek, 23 stycznia 2012
Gra

Data tkwiła w kalendarzu googla od czterech tygodni. Owszem kiedy ma się 20 lat ba nawet 25 lat to można się umówić na spotkanie z mniej więcej pięciosekundowym wyprzedzeniem. W momencie rozpoczęcia pracy w kopro okres ten wydłuża się do dnia, później tygodnia a po przekroczeniu 30 roku życia spokojnie oscyluje między trzema tygodniami a miesiącem.

Wpis w kalendarzu nazywał się: "19 - gra”. Więcej nie było potrzeba bo i tak wszyscy wiedzieli o co chodzi. Nie wiem skąd się to wzięło ale na iberystyce wszyscy grają w: „to mój murzyn, z nim będę miała seks”, na informatyce w: „jak wielkim nerdem jestem  a mój zespół  aspergera jest większy niż twój”  a na prawie gra się w brydża.

Kupiłem wszystko co do brydża jest potrzebne. Czyli kiełbasę lisiecką, grubą kaszankę od Olewnika, jaja przepiórcze, ogórka, polędwice na tatara, dwie butelki wyborowej exquisite i osiem talii kart. Nowych, bo Gustaw twierdzi że jesteśmy oszuści.  Bezpodstawnie rzecz jasna.

- Noż kurwa lepszego dnia nie mogłeś wybrać - przywitał się elegancko Marian.

- A co? Miałeś dzisiaj ten jeden dzień w roku? Kiedy z żoną...?

- Nie. Ten jeden dzień w roku, kiedy się myłem. Ustaliłem z nią miesiąc temu, że dziś mam brydża. I co? Kupiła na dziś bilety do kina. Pytam kobieto ale dlaczego??? Odpowiedziała: nic nie mówiłeś że idziesz to myślałam że się rozmyśliłeś. I teraz mam w domu zimę.

- Jak taką jak za oknem, to raczej słaba. Trzeba było nie przychodzić, jakiegoś substytuta byśmy znaleźli.

Marian popatrzył z politowaniem na towarzystwo. Po czym, z westchnieniem klapnął ciężko na krzesło.

- Nie pierdol, rozdawaj!

- To jest zaskakujące - stwierdził Gustaw. - Oglądam wasze gęby codziennie przez minimum 10 godzin. I jak mam jeden, jedyny wolny wieczór  w miesiącu to się umawiam z wami na karty - pokręcił głową z niedowierzaniem. - A mogłem tyle pięknych rzeczy zrobić. Do opery z żoną pójść. W Starcrafta zagrać. Bo może nawet z dziećmi porozmawiać.

- I tak będą zaraz krzyczeć że nigdy ich nie rozumiałeś - machnął ręką JO.

- Dwa trefle... leszcze - powiedział Gustaw (dla osób, które nie znają brydża taki początek licytacji oznacza  mam największe jądra w całym województwie mazowieckim). 

- Szacun- panowie zawyli zgodnie. - W końcu szef.

- Pas.

- 2 bez atu - poparłem dość niechętnie..

- Pas.

Co było robić.

- 3 bez atu.

- Marian??

- No?

- Umówisz się w końcu z Marlenką? - zapytał z głupia frant JO

 - Będziesz go tak dissować cały wieczór? - mruknąłem.

- Kiedy ja nie mogę tak jak człowiek się męczy, serce mi krwawi.

- Hehe... Ty byś chciał żeby im się życie bardziej popierdoliło niż jest.

- Oj tam. Chłopak pozbawi się natłoku hormonów, zrelaksuje od razu jakoś jego małżeństwa pójdzie do góry. On będzie starał się być milszy, bo będzie miał wyrzuty sumienia. Jego żona też będzie milsza, może też sobie kogoś na boku znajdzie. Mąż Marlenki też będzie wdzięczny, żonę będzie miał odstresowaną. I też z wyrzutami sumienia, częściej mu laskę zrobi. Win win game.

- Jest takie piękne powiedzenie biurowe, gdzie się mieszka i pracuje tam się chujem nie wojuje.

- Bez serca chuje jesteście - stwierdził Gustaw.

- My?? - zdziwiliśmy się zgodnie z JO.

- Człowiek cierpi.

- Płakać z płaczącym to ulga w cierpieniu - wtrąciłem..

- Co to?

- Szekspir debile.

Tę partię wygraliśmy.

Urocza noc - pomyślałem - szkoda, że takich dzień świstaka nie dotyczy.

Tagi: Gustaw konsorcjum kopro Marian Marlenka wielkie JO
14:18, pokolenieikea
Link Komentarze (8) »
niedziela, 22 stycznia 2012
Porno

- Niemieckie pornosy ponad wszystko! - ogłosił Marian.

- Ty znowu swoje? - Gustaw popatrzył z niesmakiem.

- A co masz do amerykańskich? - zapytałem.

- Są niewiarygodne.

- W jakim sensie?

- Jakbym maraton oglądał. Poza tym są często akcje w pupę, a ja nie lubię w pupę.

- Dziwne dopiero by było gdybyś lubił.

- Ja lubię - stwierdził niespodziewanie Krzysiek.

- Tobie i tak żadna nie da - machnął ręką Gustaw.

 

Zapadła cisza.

 

- Za to aktorki są atletyczne. Nie to co te gerdy niemieckie - podtrzymał temat JO.

- Pompowane silikonem dinozaury - prychnął Marian. - Teraz pornosy, to nie pornosy są tylko jakieś techno imprezy. Wchodzi hydraulik, widzi jakąś przechodzoną nafaszerowaną plastkiem pindę z tipsami, która mu od razu od progu robi loda. Później on ją liże, on piłuje ją, lecą w pupę. Mechanika, wyścig, popis napompowanych expanderami pał, brak owłosienia i obowiązkowy strzał na buzię.

- To w niemieckich tak nie było?

- Zdarzało się - patrzył z wyższością Marian - ale tam była też radość z seksu i naturalizm. Poza tym tam były niedomówienia i gra wyobraźni.

- Jakiej wyobraźni?

- Stary spróbuj dostrzec coś na szóstej kopii VHS odtwarzanej na analogowym telewizorze. Przy zbliżeniach to tam tylko szum i piksele występowały. A teraz HD tak, że każdego pryszcza na dupie możesz policzyć.

- To oni nie robili tego dla pieniędzy?

- Co wy wiecie o solidnym kinie - wzrok Mariana przyprawiał o dreszcze.

- A ty byś pewnie lepszy scenariusz zrobił?

- Scenariusz? Bacz na słowa. Teraz nie ma w pornosach scenariusza, teraz to jest jedynie wyexponowanie golizny i tartak 24godzinny. NUUUDA.

- Tak?

- Wyobraźcie sobie, że dwoje nieznajomych, chłopak i dziewczyna, zwykli ludzie, jadą pociągiem, z Tczewa do Władysławowa. Najpierw na siebie dyskretnie spoglądają, w końcu on ją zagaduje, użycza chusteczkę do nosa, przedstawiają się sobie wzajemnie, czują do siebie coś głębszego, wysiadają we Władysławowie, idą nad morze za ręce i już.

- Co już?

- No już normalnie, tartak.

- A jak u nich z owłosieniem?

- No jest oczywiście!

- Przecież to jakby trochę niehigieniczne.

- Pedały - stwierdził Marian i się ulotnił.

- A Ty Marlenka co sądzisz? - zapytał JO.

- Porno to sposób na wykorzystanie i upokorzenie kobiet - stwierdziła z niesmakiem Marlenka.

- Wykorzystani i upokorzeni to są jedynie faceci, którzy tam grają. A nie słyszałem żeby ktokolwiek ujmował się w ich interesie - stwierdził JO.

-????

- Cały czas przyjmują środki na erekcję. Bo w trakcie jednego dnia zdjęciowego musi mu stanąć i z osiem razy. Spuścić się nie mogą kiedy chcą tylko cały czas na żądanie. I jeszcze zarabiają trzy razy mniej niż ich koleżanki po fachu. A to one niby są wykorzystywane!!! Co Ty na to Czarny?

- Moim zdaniem nie ma pociągu z Tczewa do Władysławowa.

Tagi: Gustaw konsorcjum kopro Marian Marlenka wielkie JO
13:01, pokolenieikea
Link Komentarze (7) »
piątek, 20 stycznia 2012
Charytatywa

To czego JO bardzo nienawidził, to praca bez zapłaty. Jedynym wyjątkiem były urzędówki, gdzie - o dziwo - starał się. Był to jego własny sposób na bycie dobrym. Występujesz charytatywnie (bo 120 zł powiedzmy sobie szczerze to nie sa pieniądze) i czujesz że może nie zmieniasz świata ale przynajmniej jesteś dobry dla swojego bezpośredniego otoczenia.

Nic jednak nie wkurwiało JO tak jak koledzy, "przyjaciele" i  rodzina, którzy ciągnęli z niego porady prawne przy piwie, okazji i bez niczym Jennifer Marie Massoli na planie filmów akcji.

Weekend na wsi. Poirytowany JO, wiedział, że niedziela jest dniem kiedy przyjdzie jakaś łajza i będzie mędzić. Rozpłaszczył się więc pod ścianą i usiłował przemknąć do pokoju. Niestety z racji bycia dużym, te kiepskie próby wyglądały jak pchanie przepychaczem hipopotama przez ucho igielne. 

- Słuchaj no JO - zaczepił go wujek.

- Sory wujek nie mam czasu - desperacko powiedział JO i chciał pognać z tupotem korytarzem tak jak w tych czasach kiedy on miał lat pięć a wujek 35 i jedynym jego problemem było to co będzie na deser i czy aby na pewno podwójna porcja.

Wujek zlał go moczem i ciągnął niezrażony dalej. 

- Bo ja tutaj mam taki problem. Psy Jadźki mi wpadły i pozgryzały indyki. Pewnie słyszałeś o tym od matki. I tutaj to mnie nikt nie lubi, policja przeciwko mnie na rejonie, w powiecie, obszar natura 2000 zdewastowany, Jadźka była nastawiana przez policję, zeznawała na mnie, na burmistrza, ona się tłumaczyła później w sądzie okręgowym, przyszła pijana na rozprawę, a sędzia ją słuchał, no widzisz jaka ta sprawiedliwość w Polsce, mnie utylizacja padła ciężkie pieniądze kosztowała!!!!!

JO usiadł smętnie na krześle, zapowiadało się na dłuższą chaotycznie opowiadaną historię. Zrezygnowany, żeby skrócić ból, zaczął zadawać szczegółowe pytania.

- Jadźka miała zarzuty, za te indyki?

- Miała.

- Byłeś tam wujek jako pokrzywdzony?

- Byłem.

- Był termin rozprawy?

- Był.

- To w czym problem?

- Ja nie wiem jaki wynik!

- Nie byłeś?

- Nie powiadomili mnie, to spisek!!!!

- Jak byłeś pokrzywdzony to dostaniesz wyrok i po sprawie.

- Ale mi w sądzie nie chcieli powiedzieć!

- W karnej sprawie ci nie powiedzą. Ustanowiłeś się może jako oskarżyciel posiłkowy?

- ????

- No wiesz, coś lepszego niż pokrzywdzony, jakby było nie po twojej myśli apelację mógłbyś złożyć.

- A napisałbyś?

JO zazgrzytał zębami/

- Eeeee...yyyy... - Janek zawiesił się na chwilę - to może napisalibyśmy jakieś pisemko? Co? JO? Poratujesz wuja?

JO coraz bardziej miał raczej ochotę wujka Janka złapać za uszy i wykopać za drzwi wejściowe psom na pożarcie.

- Nie za darmo! - powiedział wujek obiecująco.

----

- I co wyniosłeś coś z tej sprawy? - zapytał Gustaw.

- No zgadnij.

- Bimber? - strzelił.

- Kurkę jarzębatkę.

Tagi: Gustaw konsorcjum wielkie JO
12:59, pokolenieikea
Link Komentarze (5) »
czwartek, 19 stycznia 2012
Zauroczenie

Jurkowi, uroczemu blondynkowi-cherubinkowi, zastępcy kierownika HR pociły się dłonie. Trząsł się jak w febrze. Był podenerwowany.

Dlaczego? Bo się zakochał.

Miłością wielką i tragiczną.

Nie w Gustawie ani choćby Wielkim JO, chociaż powszechnie był podejrzewany o skłonności gejowskie albo co najmniej bi. Skrzywił się. Taki los nowego. Otoczony pajacowatymi legendami do pokonania. Jego wina, że był taki ładniutki?

Jurek był ładnym dzieckiem w przedszkolu na widok którego przedszkolanki się rozklejały i nalewały dodatkową porcję kompotu. Był ładnym dzieckiem w podstawówce wyglądając jak połączenie młodego Jasona Donovana z Justinem Bieberem. Już wtedy na szczyt zażenowania wprowadzały go uwagi nieznajomych osób: hej dziewczynko, mogłabyś mi pomóc???

Teraz był wyjątkowo ładnym 27 chłopco - mężczyzną przypominającym anorektycznych modeli na tandetnych widokówkach albo reklamach mydła. A on chciał być kurwa przystojny jak dr House!!!

Aby być bardziej męski łeb golił prawie na łyso. Od 17 roku życia pięć wieczorów w tygodniu spędzał na siłowni mimo, że nienawidził tego z całego serca. Wolał pójść do kina na. von Triera albo chociaż Soderbergha!

Nie pomagało. Teraz wyglądał jak umięśniony, wędzony pstrąg w wersji metro.

Na domiar złego jako cel obrał największa jędzę w firmie. Lubił kobiety mocne, stanowcze, zdecydowane, zdeterminowane, szczególnie podobały mu się w wersji hardcorowej, tj. rozjeżdżające facetów jak T-34 na łuku kurskim armię niemiecką. 

Znał godziny jej wejść i wyjść do pracy, szczegółowy rozkład dnia, wzrost, wagę, kolor oczu, stan zdrowia, rozmiar stopy, wymiary, zainteresowania, a nawet ulubione sklepy.  Stanowczo zbyt często oglądał jej zdjęcie w aktach osobowych. Chyba popadał w obłęd.

Zgodnie z rozpisanym rozkładem, zaraz się na nią natknie, bo będzie szła na termin do sądu. Nabrał powietrza w płuca. Musiał jej wreszcie powiedzieć co czuje. Wykrzyczeć! Niepewnym krokiem ruszył korytarzem. Jędza wynurzyła się za zakrętu.

Szedł jej naprzeciwko. Przez światła jarzeniówek zdawało mu się, że to upragniony anioł dominacji płynie w jego kierunku. Nawet dystrybutor wody wydawał się jakiś zawstydzony. Za sekundę będą się mijać. Nie ma czasu. Odprowadzał ją maślanym wzrokiem.

- Jurek? Co się tak gapisz do cholery???? - zdziwiła się Olga. - Ubrudziłam się czymś???

- Olgaaaaa - wyszeptał przez spierzchnięte gardło namiętnie. - Jaa....

- Chory jesteś? - zaniepokoiła się. - Krąży jakiś wirus po mieście. Weź aspirynę a jak wrócisz do domu podgrzej sobie butelkę wina. To pomaga!

- Ale ja...

- Słuchaj spieszę się do sądu to cześć! 

----

Trzy godziny później.

- Weź Czarny ja wiem, że on jest inteligentny i sympatyczny...

- Wygląda jak pedał.

- Zamknij się męski szowinisto ja mówię!

- Wygląda jak gej.

- Jest naprawdę w porządku.

-  Ale?

- Wygląda jak Bieber! I jeszcze cholera jasna jest ode mnie młodszy pięć lat!

Tagi: Jurek konsorcjum kopro olga
13:02, pokolenieikea
Link Komentarze (6) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 42
następne
| < Styczeń 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
Tagi
  • kopro
  • konsorcjum
  • olga
  • Gustaw
  • UFO
  • wielkie JO
  • seks
  • Marian
  • kogut
  • ciemna blondyna
  • Krzysztof
  • Marlenka
  • twit
  • Klub
  • pompowanie ego
  • Chemik
  • kobiety
  • pyton
  • dach
  • impreza
  • seks w sieci
  • JA! JA! JA!
  • cycki
  • dzieciństwo
  • najgorszy seks
  • zdrada
  • JA JA JA!
  • Krzysiek
  • kawa
  • kosorcjum
  • książka
  • kwiz
  • manifest
  • Bukowski
  • Hans
  • Jurek
  • Katarzyna Maria Poniatowska
  • Niespokojne sny Krzysztofa
  • Paryż
  • alfabet
  • alkoholizm
  • dziadek
  • franz
  • gotowanie
  • historie kuchenne
  • joke
  • kornik
  • korpo
  • legendy bloga
  • lekkie obyczaje
Pisz swój dziennik w Internecie
Pisz blog
Dodaj blog do ulubionych
Wersja mobilna
Blox.pl
poprzedni blog załóż bloga następny blog